ZA GRANICĄNie tylko wiatraki...Mikołaj Tarnawski Do Holandii pojechałem dzięki programowi wymiany pomiędzy Arnhem Business School
I Akademią Ekonomiczną w Katowicach w ramach programu Socrates – Erasmus. Po pomyślnym dla mnie przebiegu procesu rekrutacji zaproponowano mi semestr studiów w powyższej szkole.
1 Generalnie holenderski system szkolnictwa wyższego dzieli się na „Universtities” i tzw. „Universities of professional education”. Różnica pomiędzy oboma typami instytucji polega na tym, że te drugie mają za zadanie dostarczyć studentom wiedzy bardziej praktycznej, choć z drugiej strony ich status w porównaniu z normalnymi uniwersytetami jest na ogół niższy.
Ja jednak zdecydowałem się pojechać do Arnhem i w żadnym razie nie żałuje podjętej decyzji. Uczelnia posiada nowy budynek, nowoczesny i doskonale wyposażony. Bardzo odczuwalna jest międzynarodowa atmosfera, ponieważ studiują tu studenci z całego świata. W jednej z grup, z którą uczęszczałem na zajęcia, byli ludzie z Brazylii, Chin, Indii, USA i Rosji – jak widać towarzystwo bardzo mieszane, a przez to kolorowe i interesujące. Zajęcia polegały nie tylko na przyswojeniu wiedzy teoretycznej, ale także na jej praktycznym zastosowaniu. Mnie osobiści bardzo podobał się przedmiot Intercultural Management, który miał za zadanie pomóc w zrozumieniu różnić pomiędzy kulturami, tak aby nie przeszkadzały w efektywnej pracy w mieszanych zespołach. Aby uzyskać zaliczenie z tego przedmiotu należało opanować materiał teoretyczny i zdać z niego egzamin. Następnie uczestniczyliśmy w dwudniowym treningu, a właściwie symulacji negocjacji w międzynarodowych firmach, która miała za zadanie pomóc nam z praktycznej aplikacji posiadanej wiedzy. Ogólnie studiowało mi się łatwiej niż na mojej macierzystej uczelni, wykładowcy byli bardzo przystępni i pomocni, natomiast nie oznaczało to wcale, że miałem więcej wolnego czasu, bo dużą jego część trzeba było poświecić na przygotowanie prezentacji, prac pisemnych i samodzielną naukę.
|